„Weekend ze Step Records” #3 Rover „Odźwierny”.

900x831_product_media_Rover_cover

Recenzja Rapportal. Rover „Odźwierny”.

Na zakończenie „Weekendu ze Step Records” postanowiłem zostawić najciekawszą pozycje z ostatnich wydawnictw opolskiej wytwórni. Mowa oczywiście o Roverze i jego w pełni debiutanckim projekcie – „Odźwierny”. Album wydany w formie książkowej, która zawiera ponad trzydziestostronicowe opowiadanie, będące integralną częścią projektu to nie lada gratka dla kolekcjonerów. Tymczasem zapraszam do piątego, ostatniego rozdziału tego opowiadania , czyli „Ja, Mateusz”.

YouTube Preview Image

To co rzuca się zaraz po odpaleniu „Odźwiernego” to to, że Rover naprawdę daje nam się poznać. Choćby rozpoczynająca „Autobiografia” i kolejny na trackliście „Konfesjonał” – będący pierwszą od przeszło trzech lat rozmową z Bogiem – to numery w pełni ekshibicjonistyczne. Wojażowy „Roadtrip 2” daję poznać Rovera z nieco innej, odkrywczej strony, a obrazek do tego numeru przedstawia Holandię z dala od stereotypów („Najprostszy hashtag o ekologii, jaki stawiasz #trawa”). „Prestidigitator” został poświęcony relacjom z kobietami, w których jak mówi sam autor „liczy się przede wszystkim smak”, a samobójczy „Jednorożec” – będący istnym geniuszem lirycznym i operowania hastagami – to zdecydowanie więcej niż zwyczajny rap. „Surrealizm” łączy w sobie sprzeczności ludzkiej egzystencji, a mocna, bardzo mocna „Koperta”, która zawiera wypowiedzi Marka Edelmana – jednego z przywódców powstania w getcie warszawskim, to wehikuł czasu do miejsc typu Auschwitz. Mimo bardziej pozytywnych akcentów jak choćby „Dźwięki” płyta ma charakter mocno melancholijny, a Rover prezentuje się jako gość, który nie wstydzi się swoich emocji oraz swojej przeszłości. Jak przystało na studenta filologii polskiej teksty są naprawdę ambitne. Sam Mateusz posługuje się wyszukanym językiem i środkami stylistycznymi, mamy mnóstwo odwołań do historii, sztuki, czy filozofii. Lirycznie naprawdę czołówka obecnego roku.

YouTube Preview Image

I tak do naprawdę wyśmienitych tekstów, dostajemy podkłady, które z nimi się zazębiają. Nie tylko ja zauważyłem, że „Prestidigitator” nasuwa skojarzenia z „Aromantycznie” Medium, a trąbka Czorta i podkład SoDrumatica pozostawia jazzowy klimat. RX od dawna w swoich podkładach nie wyzwolił tyle emocji ile w „Kopercie”, a Voskovy spisali się o wiele lepiej z samplowanym „Koszykiem” niż Bob Air z „Pęknięciem”. Jeden nie wypał Bob’a o niczym nie świadczy, ponieważ „Jednorożec” z fragmentami Niemena „Dziwny jest ten świat” nie potrzebuje dłuższej reklamy. Jednak to Sakier jest głównym sprawcą całego zamieszania. To on jest odpowiedzialny za połowę „Odźwiernego”. Połowę, którą ciężko jednoznacznie zdefiniować. „Dźwięki” to jakby stricte rapowa odsłona „Miejskiego soundu” Pezeta, „Konfesjonał” uzupełniony o kontrabas i skrzypce chwyta za serce, a „Roadtrip 2” w swoim samplowaniu przeplata gitarę elektryczną i wokal a’la produkcje Emdeki na płytach Miuosha. Producenci stworzyli fundament pod nostalgicznego Rovera, a on to wykorzystał w 100%. Naprawdę słychać chemię na linii Rover-Sakier i nie tylko.

Rover należy do tych gości, który zamiast kierować uszczypliwe teksty wykierowane w muzyczną branżę woli przez muzykę wyrażać siebie, swoją duszę, a także opisywać wszelakie aspekty ludzkiej egzystencji. W pewien sposób wpisuje się w zapotrzebowanie na – nazwijmy to – poetycki rap, który wytworzył się po sukcesie „Wilka chodnikowego”. Jednak Roverowi umiejętności, a „Odźwiernemu” poziomu nie odmówisz. Piątka na szynach i najlepsza pozycja wydana w jesiennym katalogu Step Records. Radziłbym poświęcić uwagę temu projektowi.

YouTube Preview Image