Recenzja Rapportal. White House „Kodex V”.

white_house_records_-_kodex_5_elements_-_front_0

Po stosunkowo dobrze przyjętym ostatnim projekcie duet producencki White House nie zwalnia tempa. Dwuletni okres pracy Magiery i Laski zaowocował kolejnym Kodexem – już piątym –  z dopiskiem Elements. Jak zapewniają autorzy albumu to już ostatni krążek z wieloletniej sagi Kodexów. Zmiana wydawca, nowi artyści do współpracy… Co jeszcze wiąże się z nową, długotrwającą produkcją?

Właściwie to diametralnych zmian nie uraczymy. White House nadal jest wyznacznikiem solidnie brzmiącego rapu obracającego się w klasycznym nurcie. To nie znaczy, że płyta nie zaskakuje. „Sinusoida” z pięknym cykaczami, „5-ty” odlatujący w dubstepowe granie, „Oczy Mona Lisy” z bangerowym pierdolnięciem to tylko niektóre z produkcji, które nie dość, że bujają głową to są od początku do końca świetnie wyrzeźbione. Z drugiej strony mamy mocne, rapowe produkcje spod szyldu „Nie ma szans”, „Firewall”, czy „Carpe diem”. „Kod bushido” do złudzenia mi przypomina „Armagedon” z poprzedniej produkcji. W dodatku ponownie została na nim osadzona ekipa Trzeciego Wymiaru. Wraz z „To” można odpłynąć gdzieś daleko. „Już tego nie robie” brzmi jakby było wyjęte z najgorszej popowej stacji radiowej, a „Niepisany kodeks” to wielki miszmasz. W dodatku asłuchalny… Nierówno, nierówno, nierówno! To największy problem tej płyty.

YouTube Preview Image

Goście, goście. Tracklista naprawdę wygląda świetnie. Wymieszanie młodych zawodników, ze starą gwardią na pierwszy rzut okaz wydaje się znakomitym pomysłem. Jednak większość niestety sobie nie poradziła. Najbardziej ubolewam nad Guralem pierdolącym od rzeczy. Zbitki rambo – bambo nie przystają nowicjuszom, a co dopiero artyście z takim stażem na scenie. „Czarno na białym” to bez wątpienia najgorszy utwór na płycie. Nie wiem jakim cudem został zobrazowanym singlem – chyba tylko z pobudek marketingowych. KęKę brakuje ikry, którą oczarował mnie na „Takich rzeczach”, a Paluch w „Wiernym” odstaje od formy prezentowanej na… „Bezgranicznie oddanym”. Moim zdaniem na uwagę zasługuje Bonson z Quebonafide, którzy ostro rywalizują w najlepszym na płycie „#DavidMoyes”. Podobna sytuacja ma się w przypadku trójmiejskiej „Sinusoidy”, w której Gedz i Huczu tak bardzo czarują świeżością.„Most Wanted” ratuje niezawodny Hukos, który z towarzystwa Step Records potrafi połączyć błyskotliwe teksty z nieszablonową nawijką (Słyszałem durne opinie że mam kwadratowe flow/Zamiatam tutaj teraz opinie pod dywan Hukos Białystok – zostało mistrzowsko przewinięte). Aż dziw bierze, że Kaen wypada lepiej niż Sobota. Zapomniałbym o Tau, który pod względem tekstowym serwuje jeden z najlepszych numerów na płycie, a połączenie Knapa i Mesa płodzi za każdym razem fenomenalne rzeczy – chciałbym usłyszeć wspólny album. Płytę kończy Sokół z Marysią w stylu nieodstającym od legendarnych poczynań..

„Kodex V” to dzieło bardzo nie równe. Zaproszeni goście w większości nie podołali wyzwaniu. Tym samym piątka pokazuje nam, że ksywka to nie wszystko. Za nią muszą iść umiejętności, pomysł, wykonanie – na nowym Kodexie tego brakuje. Nie mówię tu tylko o zaproszonych gościach, ale też i gospodarzach, których muzyka od lat stoi w miejscu. Brakuje innowacji, którą tak pięknie rozpowszechniają na nie swoich projektach. Stać was na więcej. „Kodex V” nie na piątkę, nie na czwórkę, nawet nie na solidną trójką – tylko taką z dwoma minusami.

YouTube Preview Image