Recenzja Rapportal. Sokół i Marysia Starosta „Czarna biała magia”.

1073285_608035225910128_462755844_o

Recenzja Rapportal. Sokół i Marysia Starosta „Czarna biała magia”.

O tym albumie powiedziano już dosłownie wszystko. Zalew recenzji, który zbiegł sie z premierą płyty sprowokował Prosto do zebrania najbardziej pochlebnych opinii na temat „Czarnej białej magii” i stworzenia z nich youtubowego filmiku. Dlatego zostałem postawiony w dosyć niewygodnej pozycji, ponieważ napisanie czegokolwiek odkrywczego graniczy z cudem.

YouTube Preview Image

Bo i o poziomie było, o niesamowitej produkcji, o formie Sokoła, o nawiązaniach do poprzedniej produkcji, o dojrzałych tekstach. Tak, to wszystko prawda. „Czarna biała magia” to rapowy majstersztyk. Płyta, która jest awangardowa pod wieloma względami, ale tak samo jak w przypadku „Czystej brudnej prawdy” wciąż pozostaje albumem rapowym. Jeżeli VNMa słucha się dla formy, Soboty dla przebojowości połączonej z ulicznych charakterem, a Medium dla utożsamiania się z „niemodnymi” poglądami to krążków Sokoła z pewnością słucha się dla tekstów. Na koncie ma tyle świetnych storytellingow, że nie bez przyczyny otrzymał łatkę narratora. I tak moje ulubione „Spierdalaj” od początku do końca rozkłada na łopatki. Wojtek opowiada powoli, dokładnie, z uwzględnieniem wielu szczegółów, o których inni tekściarze nawet by nie pomyśleli. Połączenie nieszczęśliwej miłości z melanżową obojętnością okazało się mistrzostwem. „Każdy dzień” zieje obrzydzeniem, a mimo to znajdziemy w nim odrobinę pozytywnego przekazu. „Czarna biała magia” przypomina mi „Ludzie to dziwni są” z pierwszej płyty, a to za sprawą genialnych wersów pokroju : „Popkultura mieli wszystko jednym trybem:Jezus, Adolf Hitler, Justin Bieber”. W „Zepsutym mieście” dzieje się więcej niż na przeciętnej polskiej płycie. Z kolei „Kilka kroków jeszcze” zabiera nas w podróż za sprawą kojącego głosu Marysi Starosty. Gdyby komuś brakowało wykręconych opowieści rodem z „Polowania na zło” to możemy znaleźć pewną analogię do tego numeru w „Chujowo wyszło”, które klimatycznie obraca się w podobnej konwencji. Historia z LSD, haszem i kwasem w tle to kolejny dowód na dopracowane teksty. Sokół popisuje się zmysłem obserwacji, potrafi pobawić się własną wyobraźnią, ale na płycie głównie stawia na oddanie rzeczywistości w dodatku w bardzo naturalistycznym stylu, pełnym mroku. To spojrzenie na ludzką egzystencje w nieco mniej kolorowy sposób, który serwują mass media.

Nawet kształt mocno odbiega od rapowej konwencji, w której górę biorą trzy twardo przerapowane szesnastki plus cuty, ewentualnie prosty refren. Tutaj niemal każdy numer wygląda inaczej. Niekiedy temat zostanie wyczerpany po jednej zwrotce, innym razem przerwa na refren nie jest potrzebna. Absolutnym szokiem jest krótkie, ale jakże dosadne „Borderline” w solowym wykonaniu Marysi. Ta swoją drogą świetnie uzupełnia się z Wojtkiem. Takie połączenie w rapowym półświatku jest potrzebne, a porównania do Libera i Sylwii Grzeszczak są kompletnie nieuzasadnione.

YouTube Preview Image

Balon „Czarnej białej magii” z pewnością urósł przez współpracę z DJ’em Premierem. Autor mięsistego podkładu do „Zepsutego miasta” postawił na klasyczną pętlę doprawioną świetnymi cutami, a Marysia dograła niebanalny refren. W porównaniu z „Czystą brudną prawdą” więcej szans dostają Polacy, a mianowicie Magiera. Poprzednim razem był to Siwers, który był odpowiedzialny tylko za tytułowy numer. Teraz członek White House serwuje trzy podkłady z różnych klimatów. „Wyblakłe myśli” stworzone w oparciu o riff i niesamowitą perkusję, zostało zwolnione do granic za sprawą Sokoła. Za chwilę tempo „Borderline’u” skacze jak szalone, a „Nie padnę” to najbardziej klasyczne wydanie Magiery na tym projekcie – jakkolwiek to brzmi przy podkładzie, w którym tyle się dzieje. Pozostałą częścią „Czarnej białej magii” zajęli się producenci z zagranicy. „Zdeptane kwiaty” prosto ze Szwecji od Jimmiego Ledraca brzmią fenomenalnie, a powierzenie całego podkładu Marysi okazało się dobrym ruchem. Równie ciekawa jest współpraca ze SpaceGhostPurrp’em, który ma za sobą współpracę z ikonami gatunku. O ile „Proporcje” to najsłabszy moment płyty, o tyle „Chujowo wyszło” zawieszone w naćpanym klimacie i z nałożonymi efektami na wokal śmiało może konkurować do najlepszej produkcji z „Czarnej białej magii”. Auuuuu, zapomniałem o SoDrumaticu, czyli z Polski nie tylko Magiera, ale także gość dający płycie „Spalone mosty”. I tu naprawdę duże zaskoczenie, ponieważ ciężko uwierzyć, że podkład czerpiący z szeroko pojętego pop’u mógł wyjść od tego gościa. Całość jeszcze lepsza niż w przypadku „Czystej brudnej prawdy”, jeszcze bardziej dopracowana i zaglądająca w kierunki muzyczne, do których Polscy artyści jeszcze długo długo zaglądać nie będą.

Jestem pod wrażeniem. Pod wrażeniem całości produkcyjnej, a nawet takich detali jak zaprojektowanie całej oprawy graficznej książeczki. „Czarna biała magia” to mocny pretendent do miana płyty roku. Krążyły pytania, krążyły wątpliwości, a to wszystko przez brak stricte muzycznej promocji(brak jakichkolwiek singli przed premierą). Jednak wraz z 13 grudnia Sokół rozwiał wszelkie niesnaski. On wciąż jest w formie, a wraz z upływem lat staje się jak wino – lepszy. Mocno polecam. Piątka z dużym plusem!

YouTube Preview Image