Recenzja Rapportal. Sobota „X przykazań”.

Kopia Sobota_front_okladki

Recenzja Rapportal. Sobota „X przykazań”.

03.01.2014. Późny poranek, a właściwie już południe. Zawieszony gdzieś pomiędzy kacem, zmęczeniem i niewyspaniem myślę o polskim rapie – w końcu okres świąteczny absolutnie wyperswadował mi z głowy stuprocentowe oddanie się muzyce, nie mówiąc już o pisaniu jakichkolwiek recenzji. Myślę czy po setkach przesłuchanych albumów raperzy potrafią nadal mnie czymś zaskoczyć, czymś naprawdę dużym, a nie pojedynczymi smaczkami. Finalnie odpalam „X przykazań” Soboty, czyli krążek oparty na dekalogu – tego jeszcze nie było!

YouTube Preview Image

Spokojnie. Sobota drugim Księdzem Jakubem Bartczakiem (swoją drogą props) na płycie nie jest. Chrześcijańskie przykazania są jedynie interpretacją rapera. Interpretacją bardzo różną. Wszakże „Pamiętaj abyś dzień święty święcił” nawiązuje do weekendowych imprez (w końcu melanż rzecz święta), a „Nie będziesz miał Bogów cudzych przede mną” to oddanie pokłonu muzyce jaką Sobota tworzy, a właściwie jej sakralizacja. W przekazaniach przewijają się wartości moralne, jak choćby te przekazywane w bardziej przebojowych(jakkolwiek to brzmi przy takim projekcie) „Czcij ojca swego i matkę swoją” oraz „Nie pożądaj żony bliźniego swego”.Najciekawiej zapowiadało się przykazanie „Nie cudzołóż”. Sobota dał się poznać z hedonistycznego trybu życia, a mimo tego sprytnie wybrnął z szóstego przykazania. Podobnie jest w przypadku „Nie kradnij” gdzie przed odsłuchem byłem przekonany o temacie spod szyldu okradania artystów poprzez ściąganie płyt z Internetu, a tu kolejne miłe zaskoczenie. Dodatkiem do zbioru dziesięciu przykazań okazuje się najważniejsze chrześcijańskie przykazanie. Mowa oczywiście o przykazaniu miłości, czyli „Kochaj bliźniego swego jak siebie samego”, w którym udziela się niemal cała stuprocentowa załoga. W tym miejscu wyróżniłbym także rolę Waldemara Kasty. Rola konferansjera, który wprowadza nas w poszczególne przykazania została wykonana po mistrzowsku. Duże brawa za pomysł!Sobota na mikrofonie zrobił swoje. W końcu „X przykazań” pewnie nie było projektem, który pochłaniał jego czas przy pisaniu tekstów.Jego dwa poprzednie albumy były 2 razy dłuższe. Moim zdaniem na uznanie zasłużył Matheo, albowiem to gość, który oddał ducha muzyki sakralnej. Prace nad każdym przykazaniem były sukcesywnie monitorowane przez nas, a Matheo tylko zmieniał sprzęt i miejsce pracy. Jako jeden z najbardziej uznanych producentów, łączy to co mu się podoba i jak mu się podoba. Samplowany fragment ‘panie zmiłuj się nad nami’ to istny majstersztyk w „Nie kradnij”. W VIII przykazaniu łączy elementy trapu z ascetyczno-średniowiecznym chórem, a w III nie odcina się od swoich zamiłowań do klubowych hitów. Matheo jak zwykle nie zawodzi, a to jak rozumie się z Sobotą zasługuje na najwyższe uznanie.

YouTube Preview Image

Na tym projekcie nie ma miejsca na przypadek. Wszystko jest dopięte na ostatni guzik, bo i flow jest giętko dopasowywane do charakteru numeru, bo i teksty nie są sztywno interpretowane, a płyta dzięki takim zabiegom jak wdrażanie chórów, organów, czy kościelnych pieśni nie przekracza granicy dobrego smaku i wciąż pozostaje płytą rapową z elementami muzyki sakralnej. „X przykazań” to projekt kierowany do słuchaczy, którzy cenią sobie w rapie koncept, ale też i wykonanie. Dla Soboty duży szacunek za odwagę, a sam projekt oceniłbym na nie mniej jak piątkę z minusem.

______

MZR