Recenzja Rapportal. Rena „Uliczna psychologia”.

rena_uliczna_psychologia

Recenzja Rapportal. Rena „Uliczna psychologia”.

Renatka. Z całego towarzystwa dam w przedsięwzięciu polski, kobiecy rap to właśnie ona ma najwięcej charakteru. Śmiem twierdzić, że ci którzy wylewają w jej kierunku tyle żółci nie mogliby poszczycić się takim kręgosłupem moralnym jak ona. Zostawmy to. Zamiast osobowością i kreacją artystyczną proponuję zająć się jej najnowszym projektem, a zarazem oficjalnym debiutem. Mowa oczywiście o „Ulicznej psychologii”, ponieważ „Mój monopol” finalnie przybrał formę mixtape’u.

YouTube Preview Image

Rena swój debiut osadza w dosyć zróżnicowanej konwencji. Z jednej strony uliczna, charakterna liryka przeplata się z bardziej „chwytliwymi” akcentami. Do tego dostajemy Matheo z newschoolowymi brzmieniami, które czerpią z trapu, elektroniki, dirtysothu. Moim zdaniem mieszanka wybuchowa. Już otwierające „Co ja tu robię” udowadnia, że Rena wraz z producentem nie boją się eksperymentów. Żeby nie było tak przebojowo dostajemy spory przekrój życiowych tekstów jak choćby „Fabryka małp”, w którym wykorzystano fragment utworu Lady Pank o tym samym tytule, „Diabeł w ludzkiej skórze”, „Masz ode mnie numer”, czy „A kiedy przyjdzie czas”, które zostało poświęcone dla Św. Pamięci Gajdy. Jakże życiowy okazuje się motyw gdy „Nie ma w mieście towaru”. Przebojowy podkład z chwytliwym refrenem sprawdzi się na koncertach, a mimo tego nie zabrakło w nim ulicznej treści. Dla tych, o których pisałem na wstępie zostało poświęcone „Choćby twa nienawiść miała moc”. Myślę, że udział Justyny Kuśmierczyk jest bardzo dużym plusem w tym numerze. Podobnie jest w przypadku Winiego, który swoją inteligencją zdominował „Rób hajs i pierdol wojnę”. Ciekawym elementem „Ulicznej psychologii” jest „List do Peji”, w którym wyraźnie doszło do chemii pomiędzy artystami, a zwrotka Peji jest odpowiedzią na nadesłane pytania Reny. Na zakończenie dostajemy pierwszy singiel promujący album – „Ulice”, który wyróżnia się fenomenalnym samplem. To co najbardziej podoba mi się w „Ulicznej psychologii” to to, że Rena nie boi się eksperymentować. Chodzi mi głównie o sprawne korzystanie z autotune’a i podśpiewywane wersy, które tej mocnej produkcji nadają odrobinę łagodności, czegoś co nada melodyjności i będzie bardziej przystępne dla osób ceniących w rapie formę. Łamie tym samym jakąś dziwną łatkę hardcorowca, który jest więźniem prostego stylu.

YouTube Preview Image

Produkcja została w całości powierzona Matheo. Jest on odpowiedzialny za niemal każdą płytę wychodzącą spod szyldu StoPro Rapu. „Uliczna psychologia” to kolejny z jego albumów, który ma świetny wydźwięk. Matheo sprawnie łączy sample ze świeżym lotem, dlatego mamy do czynienia z muzyką z najwyższej półki. Newscholowe brzmienia dają pole do popisu Renie, ale też są czymś co odróżnia jej album od setek innych – w końcu nie są to mocne,westowe klawisze, nie są to standardowe tempa, nie są to podkłady, w których nic się nie dzieje. Tu każdy bit żyje swoim życiem, świetne aranże sprawiają, że album z każdym odsłuchem co raz bardziej wciąga, albowiem bogatość warstwy muzycznej zachęca do powrotu. „Siła kobiet” ma ogromny potencjał radiowy, za to syntetyczne „Kiedy pada deszcz” nie działa na mnie tak jak inne utwory z wokalistami. Gdy zobaczyłem na trackliście „Kiedy usłyszałam bit hip-hopowy” byłem pewien tych cudownych, chwytających za serce opowieści z lat 90 jak to hip-hop porwał życie rapera X, ze smutnym samplowanym podkładem. Tymczasem Matheo robi zadziorne show z trapowym charakterem. Najbardziej wkręcają się „Nie ma w mieście towaru”, „Co ja tu robię”, „A kiedy przyjdzie czas”, które swoją budową zmuszają Renę do eksperymentów z flow. Brawa dla Matheo. Najbardziej surowymi akcentami okazują się „Masz ode mnie numer” i „Ulice”, dlatego jeżeli szukasz deszczowego rapu to trafiłeś pod zły adres.

YouTube Preview Image

W ten oto sposób dobiega koniec spotkania z albumem. „Uliczna psychologia” wywarła we mnie więcej pozytywnych niż negatywnych odczuć. Nie rozumiem ludzi, którzy zamiast kibicować Renie podkładają jej pod nogi kłody. Ja nie chce być jednym z nich. Album trafia w moje muzyczne gusta, a samą artystkę należy pochwalić za znaczący postęp od czasu ostatniego projektu. Ode mnie czwórka na szynach i jedna z milszych niespodzianek w zamkniętym już 2013 roku.