Recenzja Rapportal. Paluch „Lepszego życia diler”.

okladka LZD małaRecenzja Rapportal. Paluch „Lepszego życia diler”.

Konsekwencja. Ta cecha najbardziej kojarzy mi się z twórczością Palucha. Oprócz tego upór w drodze do jasno obranego celu. Się chce, się potrafi. „Lepszego życia diler” to już drugi projekt od poznaniaka w 2013 roku (w czerwcu wspólnie z Kalim wydał „Milion dróg do śmierci”), a także piąta solówka od 2009 roku. Jak widać tempo pracy niecodzienne, przy czym nie odnotowujemy utraty jakości, a raczej ciągły progres.

YouTube Preview Image

Ciągły progres, a mimo to Paluch wciąż pozostaje sobą. To co wydaje się być najistotniejszą zmianą to oczywiście podśpiewywane partie! Tak, nikt z was się nie przesłyszał. Paluch bez ogródek sieka półśpiewane refreny, a jego stylówka uległa zmianie – ewidentnie na plus. Przecież w „Bez strachu”, „Kolor melanż”, „To nie życie zmienia nas” twardo przerapowane zwrotki pięknie zazębiają się z mięciutkimi refrenami w wykonaniu Palucha. Moim zdaniem to ostatni projekt z Kalim rozwinął poznaniaka w tym kierunku. W tekstach też jakby mniej bezpardonowych opisów rzeczywistości. „Kolor melanż”, „Lepszego życia diler” i „Bez strachu” to trzy numery, które najlepiej oddają zamysł tej produkcji. Nie lubię tego słowa, ponieważ jest często używane na wyrost, ale płynie z tych numerów pozytywny PRZEKAZ. Chociaż „Zepsuty”, w którym dostrzegam sporo analogii do „Przystanku Ziemia”, traktuje o upadku wartości. Gorzka „Spowiedź” to prywatne rozliczenie z przyjacielem. W „Szumie” obrywa się niemal wszystkim za wszystko (SWAG, emo rap, zagrywki marketingowe). We „Wracam do domu” Paluch podkreśla oddanie się scenie, a „KRÓL” wydaje się być jasnym określeniem swojej pozycji. Teksty nie są przekombinowane, a prostota za którą fani pokochali poznaniaka nadal stanowi o jego sile.

„Lepszego życia diler” to kolejny krok w odejściu od szufladkowania. Oczywiście jest świeżo, jest syntetycznie (chociażby genialne „Bez strachu” od SoDrumatica), ale płyta jest zróżnicowana klimatycznie. Podobnie było w przypadku Nieba, gdzie obok newschoolowego rzeźnika – „Ponaddźwiękowy rap” znalazła sie niemal boombapowa „Nowa epoka”. Na „Dilerze” takich ekstrem nie uraczymy, albowiem najbardziej surowym momentem jest „To co istotne”, w którym w jedno spoiła sie czwórka różnych styli. Haju. Naprawdę warty uwagi zawodnik. Czekam na solówkę. Wróćmy do podkładów. Są momenty bardziej przebojowe jak „Kolor melnaż” od Donatana, czy tytułowy numer od Sherlocka, które mają w sobie coś hipnotyzującego, coś co zachęca do powrotu. To, że soczysta pętla nigdy nie straci na uroku udowadnia „Spowiedź”. Za to „Wracam do domu” od Matheo to klimat będący wizytówką Palucha. W moje gusta trafia świetnie brzmiący „Szum” i „KRÓL” – coś pięknego. Oprócz producentów, z którymi Paluch ma już pierwszą współpracę za sobą dwie szanse dostaje Chris Carson. Pierwsza z nich to trapowy „Opór”. Druga to niemalże laidbackowe „Chcę mniej”, w które Sokół idealnie wpasował się ze swoim slow flow. „Lepszego życia diler” to projekt trafiony. Właśnie takich albumów słucha sie z przyjemnością. Na których coś się dzieje, klimaty się przenikają i nie brakuje poziomu. Jestem pewien, już to widzę jak „Lepszego życia diler” sprawdza się na koncertach. Brawa dla Palucha za dobór podkładów, ale też dla producentów za stworzenie tak interesującej całości.

YouTube Preview Image

Powiedzenia. Mówią, że lepsze jest wrogiem dobrego. Może to i prawda, ale na pewno nie w tym przypadku. Lepsze życie dillowane przez Palucha odbija od szarości i dodaje otuchy na jutro, lepsze jutro… Poza tym mimo sentymentu do „Nieba” , trzeba jasno stwierdzić, że to najlepszy album w dosyć płodnym dorobku poznaniaka. Zdrówka Paluch i do zobaczenia na koncertach, w końcu w 2013 odwiedziłem 3 albo 4 sztuki. „Lepszego życia diler” zasługuje na piątkę z minusem.