Recenzja Rapportal. Mam Na Imię Aleksander „Nie myśl o mnie źle”.

mam-na-imię-aleksander-nie-myśl-o-mnie-źle-preorder

Recenzja Rapportal. Mam Na Imię Aleksander „Nie myśl o mnie źle”.

Miuosh miał nosa co do Bisza. Ogrom jego sukcesu chyba przerósł najśmielsze wyobrażenia – zarówno wydawcy jak i samego wykonawcy. Dla mnie „Wilk chodnikowy” to obok „Zeus. Nie żyje” niekwestionowana pozycja numer jeden w 2012 roku. To też album, do którego chętnie wracam i nigdy nie traci na aktualności. Ten spektakularny sukces płyty oraz samego rapera sprawił, że Miuosh postanowił dać szansę kolejnemu artyście, a mianowicie Mam Na Imię Aleksander. Jest to raper związany z wrocławską sceną, ze skromnym dorobkiem artystycznym, ale za to z ogromnymi ambicjami o czym może świadczyć „Nie myśl o mnie źle”.

YouTube Preview Image

Mam Na Imię Aleksander przedstawia się jako bardzo zaangażowany tekściarz, który w swojej twórczości stawia na dopracowaną lirykę. Co najważniejsze, nie zapomina przy tym o zabawie formą, a także dbałości o sposób rapowania. To co właśnie wyróżnia debiut Aleksandra na tle innych płyt to śpiewane partie. Sam dosyć często nuci refreny, lub przechodzi w pół śpiewane flow, ale też podejmuje współpracę z Piotrem Roguckim, Mają Mai, czy Emesem z Egotrue. W ten sposób autorski refren do „Kaskadera” został przewinięty po mistrzowsku. Nie odmówisz klasy frontmanowi Comy w „Zaufaniu”, a przebojowości Emeseowi w „Muszę zrobić to sam”. Stricte rapowa kolaboracja? Tylko z wydawcą w singlowym „Domu”, przy którym ciśnie się na usta określenie „przeruchany temat” spod szyldu „Ceglanych ścian” Onara, jednak tym razem świetnie ugryziony. Wrocławianin serwuje teksty z najwyższej półki, w których pełno dwuznaczności . Chociażby temat egzystencji został nietuzinkowo zmetaforyzowany w „Kaskaderze”. „Zakochany w życiu na pół gwizdka” łączy w sobie opis ludzi wyzbytych emocji na rzecz znaczenia pieniądza, z osobistymi refleksjami dotyczącymi życia, a rodzinna kolaboracja w postaci „Domu” stale poszukuje takich wartości jak bezpieczeństwo i wsparcie, a nie nic nie wartych ścian oraz przedmiotów. Dwuznaczność? Proszę bardzo : „Wypuszczam puch z ust, choć nie palę już od dwóch i pół roku/To chłód, za szybkie zmiany pór roku”, „Niestety, nie mam dublera, nikt mnie nie zmienia na planie/Wóz ku urwisku sam, sam prowadzę”, „Chemia? Odpulam chyba, że między mną, a nim #Rap” – tego jest naprawdę mnóstwo. Mimo zamiłowaniu do patetycznej tematyki,  Aleksander nie ma oporów przed braggowaniem z jajami w „Skąd on się wziął”, albo bardziej życiowym dążeniu do „Sukcesu”, który jest najlepszą zemstą dla zawistnych ludzi. Mówiąc krótko. Poziom rapera bez wątpienia zasługuje na legalne wydawnictwo, co więcej, może stawać w szranki z najlepszymi w tym kraju.

YouTube Preview Image

Muzyka „Na nie myśl o mnie źle” idealnie wkomponowuje się w treść. Producenci sprawnie łączą oldschoolowy rap z nowoczesnymi smaczkami.  Po za tym ciekawym dodatkiem są wdrażane gitary przez Zbigniewa „Masq” Markuszewskiego. W ten oto sposób dostajemy „Intro / Young king”, albo „Zaufanie”. „Zakochany w życiu na pół gwizdka” czaruje samplem na spółkę od Bitykradne i Voskovych, „Tlen” przypomina produkcje Szatta z „Plastikowego kosmosu”, a „Kaskader” z klawiszem w tle to kolejne cudowne dziecko Eljota. Zresztą „Nie powtarzaj” też niczego nie brakuje. Przejście między zwrotkami nie dość, że zmienia tempo to jeszcze dokłada piękny sampel. Surowiej brzmi „Znamy się”, a przy bębnach od Emesa odpowiednio w „Zmieniłem się” i „Outro/Odpowiedzialność” nadstawia się uszy. Za to „Skąd on się wziął” porywa pędzącym tempem. „Nie myśl o mnie źle” jest idealnym przykładem tego, że progres nie jest jednoznaczny ze ślepym podążaniem za trendami, a raczej na wybieraniu z nich tego co najlepsze i plastycznym łączeniu z klimatem tekstów.

Właśnie taki album dostajemy. Momentami przebojowy, ale w znacznej części emocjonalny i refleksyjny – jednak w pełni pasujący do profilu Fandango. Aleksander warsztatowo nie odstaje od najlepszych w kraju, a „Nie myśl o mnie źle” to kolejny dowód, że 2013 rok należy do debiutantów. Przemyślany, dopracowany, z liryczną ikrą – czego chcieć więcej? Sofresh, sogoooood! 5 z małym minusem i kolejny odkryty talent.

YouTube Preview Image