Recenzja Rapportal. Bonson/Matek „O nas się nie martw”.

1262809_644625182253822_150575977_o

Bonson jest raperem, który porwał serca słuchaczy za sprawa autentyczności, ekshibicjonizmu i szczerości połączonej z niepodważalnym bagażem umiejętności. Dla tego „Historia po pewnej historii” przyjęła się wyśmienicie. Do tego stopnia, ze Bonson zjechał Polskę wzdłuż i wszerz, a sama płyta doczekała sie reedycji i remasteru Noona. Wszystkie te wydarzenia sprawiły, ze wokół Bonsona urósł hype, a płyta zapowiadała sie jako jedna z najciekawszych pozycji w 2014 roku…

YouTube Preview Image

Sam tytuł płyty – „O nas sie nie martw” mówi dużo nie tylko o samej zawartości, ale osobie Bonsona. Do jego muzyki przyklejono łatkę smutku, nostalgii, gloryfikacji i oddaniu sie używkom. Słuchając „Rok później” można było dostrzec narkotykowy cug i zagubienie. Dlatego „O nas sie nie martw” poniekąd zrywa z tym wizerunkiem. Poniekąd, ponieważ stężenie wódy i prochów ewidentnie zmalało, a nawet jeśli nie zmalało, to Bonson po prostu przestał o tym nawijać.  Otwierające „Jeszcze później” nawiązuje dialog z Bonsonem sprzed lat. „Pisz, pisz” i „Kochają mnie gdy upadam” jest swego rodzaju pstryczkiem dla hejterów. „Trudne sprawy” opowiadają historię byłej znajomej i uporczywego słuchacza. „Nie wiem czy jestem” porusza temat przelotnych znajomości, a „Wiem co stracę” jest chwilą zadumy nad swoją osobą i karierą. „Goście, goście” opowiadają przygody melanżowo-koncertowe, z których zwieńczenie pierwszej zwrotki okazuje się najlepsze: „A Krakowa nie pamiętam, obudziłem się w Szczecinie”. Z gości najciekawiej wypada Wini (w najlepszym na płycie utworze „Piotruś Pan”), który leci niczym Future w „Buggati”. Po czym jego zwrotka wali na kolana. Na stronę plusów należy dopisać Enoiksa, który oddał sporo emocji w „Brudnej krwi”, a także TMK będącego najmocniejszym ogniwem w „Gasną lampy w moim pokoju”.  Ksywka Piha już męczy niemal każdą płytę – niestety w miernym stylu. Poniżej oczekiwań na pewno wypada Mam Na Imię Aleksander i Planet, a Sobota przemknął przez tę płytę niemal niezauważalnie. Warstwa tekstowa może nie powala na kolana, ale jest bardziej eklektyczna niż na „Historii po pewnej historii”. Poza tym mamy mnóstwo fajnych follow upów m.in.: Wydawca mówi „nagraj Pana śmiecia”/Ja mówię, „już nagrałem i to siara, przestań”, a także wersów, które za miesiąc będą okupowały Facebooka i Instagrama.

„Nie ma to znaczenia, kiedy Matek da bit kosę”. I rzeczywiście Matek kosi. Śmiem twierdzić, że momentami bierze górę nad Bonsonem. Jego świeżość i pomysł na produkcje nadaje czegoś niepowtarzalnego płycie, czegoś co ciężko jednoznacznie określić, a zarazem jest bardzo oryginalne i daje głowę, że w Polsce takiej płyty nie słyszeliście. To połączenie elektroniki z syntetycznymi brzmieniami uzupełnione o bardziej stonowane, klasyczne momenty, które przeprowadzają nas po różnych klimatach: od zadumy („Wiem co stracę”, „Gasną lampy w moim pokoju”, „Nie wiem czy jestem” po iście hitowy nastrój („Haj$, flota”, „Kochają mnie gdy upadam”). Właściwie nie wyobrażam sobie Bonsona w innej stylistyce niż tej od Matka. Niepodważalna jest tu chemia pomiędzy artystami, to że sie znają i są przyjaciółmi wywarło pozytywny wpływ na „O nas sie nie martw” jako produkt końcowy, produkt rozpatrywany w kwestii całości, a nie rozbijany na części pierwsze.

YouTube Preview Image

„O nas się nie martw” w tym biednym i smutnym roku jakim jest 2014 jest czymś najfajniejszym co usłyszałem. Mówię to oczywiście o albumie, nie o poszczególnych singlach. Jednak nie popadajmy w zachwyt. Mówi się, że artysta dobry to artysta głodny i rozchwiany emocjonalnie – właśnie taki był Bonson na poprzednim projekcie. Jak sam nawijał na płycie Zbuka: „Ćpuńskie historie opyliłem im jak włada/Bo ludzie lubią słuchać o tym jak upadasz”. Teraz gdy zaznał odrobinę stabilizacji, aż tak wyśmienicie nie jest. Chociaż pod względem technicznym na pewno wykonał progres to to co było najlepsze w Bonsonie gdzieś uleciało… Za „O nas się nie martw” jako solidny materiał zasłużona czwórka.