Dobry hip-hop w starej wersji, czyli recenzja „Powrotu do przeszłości” Polskiej Wersji.

pwokladka

Recenzja Rapportal. Polska Wersja „Powrót do przeszłości”.

Jak powrócić do przeszłości? Dobre pytanie. Jakieś wehikuł czasu by się przydało, jak choćby DeLorean z pamiętnego filmu o takiej tematyce. Tydzień temu natknąłem się na lepszy sposób. Szósta pozycja z katalogu Proper Records pozwoli Ci przenieść się w czasie o około 20 lat wstecz. Mowa oczywiście o Polskiej Wersji i ich debiutanckim albumie „Powrót do przeszłości”, który charakteryzuje się muzycznym zabarwieniem lat 90’.

YouTube Preview Image

Polska Wersja to stricte rapowy kolektyw. Dwójka mc’s (Jano, Hinol), producent(Ybeat) i DJ(Hardcut). Kto dziś tak nagrywa płyty? Odpowiedzcie sobie sami… Na przełomie wieków było dokładnie na odwrót. Od zespołów aż się roiło. Niestety na przestrzeni lat każdy rozpoczął swoją solową działalność. „Powrót do przeszłości” – bo tak nazywa się album – najlepiej oddaje charakter produkcji. Teksty, styl, podkłady – całokształt jest wyjęty rodem z lat 90’, gdzie takie hasła jak pasja i przekaz wypełniały tworzoną muzykę. Polska Wersja prezentuje osiedlowy styl pełną gębą. Normalne chłopaki, nie żadne odmieńce, którzy nie gloryfikują nowoczesności, a pochwalają kierowanie się zasadami i życiową rozwagą. Tematyka?„Nie wiem czy to świat zwariował” to idealny przykład refleksji dotyczących rzeczywistości. „Wspominam” odkrywają karty z młodzieńczych lat, przy których napływają łzy do oczu. „Dobre wariatki” poświęcone są kobietom, a „Z.L.W.D” jest nawiązaniem do „Wiedziałem, że tak będzie” – oprócz tytułu (Zwykły Letni Warszawski Dzień), to także motyw pojawiającej się policji. Całość to ambitne teksty, które zahaczają o szereg aspektów życia – nie dostaniemy punchline’ów i braggowania. Próby urozmaicenia płyty elementami ragga wychodzą stosunkowo dobrze i jak choćby w „Licz na siebie” oraz „Nie przewinę Ci jak żyć” dodają bardziej chwytliwego klimatu, który oprócz niosących wartości, potrafi też być miły dla ucha. Jeżeli o tym już mowa… Z gościnnych udziałów urzeka Paweł Leszoski z genialnym refrenem do tytułowego numeru. Pozostali? Nie na tyle dobrze, aby wynieść na piedestał.

YouTube Preview Image

Produkcją zajął się Ybeat – z wyjątkiem podkładu do „Już dobrze to znam”, który wyszedł spod ręki DNA. Można się domyślić, że „Powrót do przeszłości” z newschoolowym stylem ma mało wspólnego. Dlatego jeżeli bezkrytycznie jesteś zapatrzony w Zachód to możesz szybko pakować manatki. Tu dominują sample, mocne perkusje i prosta budowa bitów, która szybko znalazła zwolenników wśród słuchaczy. „Powrót do przeszłości” to bez wątpienia rap w pierwotnej definicji. Największy atut, a zarazem wada? Równo do tego stopnia, że ciężko cokolwiek wyróżnić pod względem muzycznym, dlatego aby poczuć klimat w 100% należy odpalić album w całości. Bym zapomniał… Wspomnieć należy o czwartym elemencie zespołu – DJ’u Hardcut, który zadbał o skrecze i cuty. Do jego roli w projekcie ciężko mieć jakiekolwiek zarzuty. Najbardziej usiadły mi fajnie dobrane cuty z „Ile razy już słyszałem” i ciekawy pomysł na „Intro” gdzie przewija się legendarne attention please.

Oprócz muzyki należałoby również docenić pracę włożoną w wydanie. Solidnie zaprojektowany digipack zawierający KOMIKS to rzadkość w polskich realiach. Mało kto dba o kolekcjonerów, dlatego najczęściej płyty są wydawane bardzo skromnie. Tu jest dokładnie na odwrót. Polska Wersja zadbała o każdy detal od klimatycznej okładki, przez wyżej wspomniany komiks, po w całości lakierowaną tekturę. To mi się podoba! Wracając do albumu. Jeżeli stoisz na bakier z obecnym trendami, a twojemu sercu bliższe jest oldschoolowe brzmienie to „Powrót do przeszłości” jest dla ciebie. Myślę, że jest to pozycja warta uwagi każdego szanującego się fana rapu. Ocena? Niemniej niż osiem.

YouTube Preview Image