Czarny w furii, czyli recenzja „Rubikonu”.

1381061478

Czarny Furiat jakoś szczególnie zapadł mi w pamięci kiedy pod koniec ubiegłego roku starał się wspólnie z Krzysztofem Kozakiem odbudować markę RRX’u. Pamiętam jak oglądałem promomix „Zaginionego chłopca” i już wtedy doceniłem siłę jego refleksji. Album również sprawdziłem, ale niestety nie miał takiej siły przebicia, żebym do niego wracał. Teraz nadarzyła się okazja aby zapoznał się z kolejnym krążkiem. Nowo powstała wytwórnia – Proper Records zabiega o promocję swoich artystów , dlatego też „Rubikon” od jakiegoś czasu śmiga na rotacji.

YouTube Preview Image

Czarny w swojej twórczości często odwołuje się do życia na ulicy i ma bardzo dużo do powiedzenia w kwestii otaczającej nas rzeczywistości. Z pewnością nie należy do raperów, którzy klepią puste szesnastki przepełnione technicznym popisami. Dowód mieliśmy jeszcze przed premierą w postaci twardego „Dobro jest passe”. Równie mrocznie jest w kończącym „Ludzie zrobią wszystko”, w którym kolaboracja z TDF’em przyniosła jeden z lepszych numerów na „Rubikonie”. Fajnym odbiciem od „Hardkorowego koksa”, który jest swego rodzaju przestrogą, okazuje się bardziej wyluzowane(?) „Be easy”, gdzie Braddu przedstawia się z nieco innej strony niż na swoich luźnych trackach. Mam wrażenie, że życie Furiata sporo nauczyło, dlatego teraz dzieli się mnóstwem swoich przemyśleń jak choćby w „Nie daj się złamać”, ale też nie jest mu obce rozpalenie tłumu, do którego na pewno posłuży „Furiat robi szum”. Wady? Warsztat to jednak najsłabsze ogniwo tego rapera. Mogą wkurzać wersy pisane od linijki i monotonne flow. Poza tym irytują bardzo proste rymy, które okraszają rapowane teksty. Jeżeli kładziesz nacisk na takie aspekty rapu to ciężko będzie ci odnaleźć wspólne fale z Furiatem. Jeżeli chodzi o gości to oprócz wyżej wymienionych warto zwrócić uwagę na Erosa i Jano, który na dniach wydaje album jako Polska Wersja również pod auspicją Proper Records.

Furiat preferuje proste podkłady bez fejmowych ksywek. Szczerze mówiąc z obecnego grona beatmakerów kojarzę tylko DNA i Fabstera, którzy przewijają się na jakiś tam projektach. Pozostali producenci nic mi nie mówią, a ich muzyka również nieszczególnie. Wiecie kto to jest BDZ, albo Yankes ? Ja też nie. Zadowalają próby m.in Baltika, który w fajnym, upalonym klimacie stworzył „Moje miejsca”. Choina za to od rasowego rzeźnika rozpoczął płytę, a Frelek w stonowanym stylu wysmażył „Be easy”. Mocnymi, bardzo energicznymi elementami płyty są „W pogoni za szczęściem” i „Nie daj się złamać”, które są zasługą Ayona. „Rubikon” to z pewnością album osadzony w klasycznej stylistyce rapu, bez ślepymi inspiracjami obecnymi trendami. Niepodważalnym aspektem albumu jest udział Gondka, z którym współpraca nie jest nowością. DJ ten oskreczował 2/3 płyt co z pewnością dodaje rapowego sznytu.

YouTube Preview Image

Podsumowując, Czarny Furiat swoim albumem Ameryki nie odkrywa, nie mówiąc już o przejściu przez tytułowy Rubikon, którego również tutaj nie dostrzegam. Dominuje za to dojrzałość i upór w przekazywaniu swoich treści. W końcu Czarny ma 36 lat i rodzinę dlatego nic dziwnego, że nie dostajemy szczeniackich przechwałek. Album śmiało można nazwać kontynuacją „Zaginionego chłopca” tylko w lepszym stylu (kto spodziewał się czegoś innego?). Co do oceny. Ciężko ocenić ten krążek. Myślę, że każdy słuchacz powinien dać mu szanse i ocenić własną miarą.

Ocena : neutralna