Co w rapie piszczy

W dobie XXI wieku, Internet jest potęgą. Jest też bramą do sukcesu, przysłowiowymi „schodami do nieba”. Niestety, wystarczy jeden nieprzemyślany ruch i wspomniana brama zamyka się na zawsze, a schody stają się coraz bardziej kręte i nigdy się nie kończą. Jakiś mądry człowiek powiedział kiedyś, że w Internecie jest jak w dżungli – wygrywają najsilniejsi.  I faktycznie tak się dzieje. Chociaż w całym tym gąszczu może czaić się pięknie umaszczona papuga, zwykle nie ma ona szans w starciu z potężnym tygrysem. Czasem jednak, ten niepozorny ptak okazuje się być lepszy. Bardziej cwany? Sprytniejszy? Tak jak w amazońskiej dżungli,  jest też w rapie, czy muzyce ogółem. Umiejętności i spryt pozwalają słabszym wzbić się na wyżyny sławy i – na przykład – z podziemia, trafić do mainstreamu. Jak im się to udaje?

Na moje DOCIEKLIWE pytania odpowiadają branżowcy z Lublina. Raperzy i freestyle’owcy: Dolar i Mały, producent muzyczny Adam L i raper Gieras.

Mówi się, że w Polsce mamy teraz tak zwany „drugi bum” na rap. Ta muzyka stała się modna. W jednej chwili zyskała sobie całe rzesze fanów. Coraz młodszych, zresztą. I –  jak to w każdej branży bywa – widząc popyt i zainteresowanie „produktem”, mainstreamowcy nagrywają płyty na potęgę. Jak miewa się polska scena „tygrysów”, zdaniem pozostających jeszcze nieco w cieniu, lubelskich artystów?

– Drugi, a może nawet i trzeci – zastanawia się Adam. – Ostatnio coraz więcej słychać o rapie, nawet media chętniej wypuszczają hip-hopowe kawałki, chociaż szczerze mówiąc, uważam część z nich za kicz. Ale przecież nie każdy kawałek nadaje się do radia, czy telewizji. Tam najczęściej trafiają rzeczy o błahych tematach, bo innych masowy odbiorca nie kupi. Wystarczy dorzucić do tego jeszcze jakąś słowiańską nutę i jest hicior – śmieje się. – Jeśli chodzi o mainstream, rzadko śledzę to, co się tam dzieje. Czasem siłą rzeczy sprawdzę to, co udostępniają moi znajomi, ale zwykle nowych, czy też młodych mainstreamowców wyłączam już po 30 sekundach słuchania. Zazwyczaj słucham raczej sprawdzonych wykonawców .

YouTube Preview Image

– Ja się cieszę, że ludzie wrócili nie tylko do muzyki, ale ogólnie do hip-hopu – mówi Mały. – Przez to, że chcą słuchać rapu, czy przez to, że wzrasta sprzedaż płyt, organizatorzy widzą coraz większy sens w organizowaniu koncertów, a dzięki temu co roku mamy w Polsce kilka naprawdę dobrych eventów. Co do mainstreamu natomiast – nie uważam, żeby był on do końca wyznacznikiem poziomu, jaki prezentuje wykonawca, a często pokazuje jedynie jak działa marketing. To jest takie skrzyżowanie pomiędzy poziomem wykonawcy, a tym, ile można na nim zarobić. Ja sam, poza „starymi, mainstreamowymi graczami”, słucham bardzo dużo muzyki od tych, którzy niedawno wyszli z podziemia, albo nawet ciągle w nim tkwią. Zawsze patrzę na poziom kawałków, a nie na metki, marki, czy na to, gdzie kto w danym momencie jest – dodaje.

– Myślę, że od kilkunastu miesięcy panuje w Polsce niedobry trend, pod tytułem „bierzmy wszystko, co idzie”. Fakt, jest kilku młodych, zdolnych raperów, zasługujących na rozgłos, gdyż mają skillsy, ale zawsze jest ta druga strona medalu, ukazująca nam, że na legalnej scenie zdarzają się pomyłki.  Mam mieszane uczucia – mówi Gieras.

– To dobrze, że pojawia się różnorodność – przekonuje Dolar. –  Co więcej, widać że młodzi mc’s są coraz lepsi. Z pewnością ostatnie 2 lata to okres bumu. Wzrasta sprzedaż płyt, pojawiają się nowi wykonawcy. W dodatku, social media podkręcają całą tę modę na hip-hop.

Masz komputer? Mikrofon, słuchawki? Świetnie, możesz więc zostać raperem! Przerażające? Śmieszne? Prawdziwe. Fakt, jakość nagrania na mikrofonie przeznaczonym do rozmów na Skype’ie, pozostawia wiele do życzenia, ale czy nam się to podoba, czy nie – są jednostki, które w „domowym studio”, korzystają z takiego (niekoniecznie wysublimowanego) sprzętu. Przez dostęp do Internetu i takich serwisów jak chociażby Youtube, czy Soundcloud, mają niezwykłą łatwość pokazania się światu, czy może – bardziej przyziemnie – swoistemu gronu odbiorców. A przecież jeszcze kilkanaście lat temu, rap był muzyką na tyle niszową, że mimo tego, iż dostęp do tej niej był trudniejszy, artystom łatwiej było się wybić. Nie musieli bowiem brnąć przez całe zastępy konkurentów. To jak, znaczy, że dziś jest lepiej, czy gorzej?

– Wiesz, jeżeli ktoś „umie Internet”, to niech z niego korzysta. To raz. A dwa, to fakt, że nie wrócimy już zapewne do czasów bez niego. Nie wrócimy więc też do czasów, w których dojście do słuchacza było trudniejsze. Ale jeżeli ktoś był dobry, to tych słuchaczy miał. Tak jest też dziś. Jeśli ktoś był i jest dobry, to będzie ich miał. Internet nie gra w tym dużej roli, ale tworzy tę całą otoczkę, która jest zdecydowanie gorsza, niż jakieś dziesięć lat wstecz – wypowiada się Gieras.

YouTube Preview Image

– Wcale nie było łatwiej się wybić. Może nawet trudniej, bo teraz jak jesteś dobry to szybko idzie to w świat, właśnie dzięki Internetowi i często zanim wydasz oficjalną płytę, ludzie kojarzą Cię już z podziemia. Z drugiej strony, to tylko twój poziom (poza znajomościami) może wynieść Cię wysoko, niezależnie od tego, czy nagrasz płytę w 2002 czy w 2014Co do drugiej części pytania – uważam, że to źle, że artyści mają dużą swobodę we wpychaniu wszystkiego co nagrają gdzie tylko się uda. Wszystko byłoby dobrze, gdyby byli to świadomi artyści, w sensie „nagrałem gówno to leci do szuflady”. Świadomi na tyle, że wyjdą ze swoją muzyką dalej dopiero jak będą pewni swojego poziomu. Z jednej strony to dobrze, że Internet stał się główną drogą promocji, bo na scenie jest wielu bardzo dobrych artystów, których warto sprawdzić, jednak z drugiej strony stał się takim swoistym rapowym śmietnikiem, w którym znajdziesz dosłownie wszystko – komentuje Mały.

– Dostępność sprzętu sprawia, że obecnie aktywnych jest mnóstwo ludzi. Paradoksalnie poziom rośnie i jednocześnie maleje. Z jednej strony wyskakują mniej znani i zdolni, a z drugiej – co drugi dzieciak chce być raperem i jest coraz więcej a’la raperów, typu Kula – mówi Dolar.

– Tak jak mówisz – Internet to potęga. Ma to oczywiście mnóstwo plusów ale wiadomo, że nie ma rzeczy idealnych. Powinno się wprowadzić ograniczenie wiekowe dla korzystających z niego – żartuje Adam.  – Tak  czy siak, dla mnie, jako muzyka, który raczej nie pojawia się na tak zwanych ściankach, Internet to praktycznie jedyna możliwość promocji. Jest tylko taki problem, że samemu i tak ciężko coś zdziałać. Ludzie sprawdzają najczęściej rzeczy, o których już słyszeli. Mam na myśli wytwórnie, czy label’e. Dlatego uważam, że te wytwórnie powinny szukać młodych artystów, którzy gdzieś tam puszczają swoje kawałki. Bardzo mnie cieszy, że niedawno zaczęły się pojawiać programy dla młodych artystów.  – mówi. – A to, że każdy z podstawowym sprzętem może coś nagrać i wrzucić w Internet uważam za dobre, bo jeśli zrobi dobrą robotę, to jest szansa, że ktoś to zauważy i się nim zajmie. Wiadomo, że przez to ukazuje się strasznie dużo syfu, ale gdzieś tam są perełki, tylko trzeba dobrze szukać. Niestety zauważyłem też , że z tym całym „wybijaniem się” jest różnie, bo tak jak mówiłaś, mamy natłok artystów. Często jest tak, że wybijają się ludzie, którzy robią straszny kicz, ale mają na to pomysł. Nie wiem, przykładowo, robią z siebie idiotów, to jest śmieszne i się sprzedaje. Przez to ktoś z naprawdę dobrymi skillsami, albo jakimś niepowtarzalnym stylem może zostać niezauważony. A dla mnie liczy się właśnie styl, pomysł i umiejętności dlatego moja rada: robić swoje, uczyć się, rozwijać, próbować różnych rzeczy, aż się do czegoś dojdzie – podpowiada chłopak.

Lubelska scena, którą obserwuję od kilku lat, jest bardzo zróżnicowana, jeśli chodzi o muzykę. Artyści mają bardzo szerokie spektra możliwości i prezentują liczne podgatunki rapu – od trapu, po trueschool. Pytanie tylko, czy drzemie w nich potencjał? Czy są w stanie zawojować scenę?

– Lubelska scena od zawsze miała niemały potencjał. Tutejsi zawodnicy nigdy nie odstawali od reszty kraju – zapewnia Adam L – Co prawda,  w Lublinie panuje takie przeświadczenie, że wszyscy podstawiają sobie nawzajem nogi. Jest w tym trochę prawdy. Ja sam czasami odczuwam to na własnej skórze. Jednak wracając do starej szkoły, niektórym ze starszych artystów, czy składów zabrakło po prostu wytrwałości, innym farta, a jeszcze innym kasy, czy też jakiegoś kopniaka w tyłek. Dlatego właśnie nie mamy nikogo tak znanego jak Sokół, O.S.T.R., Rahim, czy Łona. Dzisiaj część nieco młodszych zawodników zaczyna wypływać na szerokie wody, co bardzo mnie cieszy. Trzymam kciuki za moich ludzi i mam nadzieję, że jeszcze wielu usłyszy o naszym Lublinie – uśmiecha się.

– Potencjał w Lublinie jest bardzo duży. Mnie samemu udało się wychować kilku solidnych freestyle’owców. Lublin idzie mocno po swoje. Sukcesy Diseta, Chonabibe, Robaka i coraz mocniejsze akcenty młodych mc’s dają duże nadzieje na przyszłość . Trzymam kciuki za kilku młodych zawodników – zapewnia Dolar.

YouTube Preview Image

– Scena lubelska, którą śledzę od ponad 2,5 roku ma dużo potencjalnych masterów. Sądzę że tacy raperzy jak Diset czy Sinsen są w stanie roz… Zniszczyć mainstream – śmieje się Gieras.

– Lubelska scena… Na to pytanie miałem nie odpowiadać, ale… – zastanawia się Mały. –  Ja tę scenę znam od początku, budowałem ją z kilkoma osobami i wiem jak i na jakich konfliktach powstawała i ile naprawdę dużych talentów się tu zmarnowało i pewnie jeszcze zmarnuje. Dzisiaj, niestety, bardzo dużą rolę odgrywają inspiracje takim, czy innym artystą i większość, zanim zacznie coś robić, dawno ma ukształtowane w głowie, jak ma to wyglądać. W większości przypadków po prostu brakuje pomysłu, albo świeżości. Natomiast jest to tak duża scena, że na pewno nie brakuje raperów, freestyle’owców, czy producentów o ogólnopolskim poziomie, którzy wybijają się ponad całe to zamieszanie. Myślę, że w tym roku Robak i Diset powinni namieszać, na pewno Pietri też rzuci takie wersy, że w końcu wszyscy sobie o nim przypomną, bo niewielu jest w tym mieście raperów o takim poziomie (Ktoś Całkiem Obcy jeszcze w tym roku!). Na wolnym Filozof, który rzuca czasem takie punch’e, że chyba ja, Dolar i Robak w najlepszym okresie freestyle’owania wspólnie byśmy na to nie wpadli. Do tego Zetena, kolejny rok zbiera się z płytą producencką i mam nadzieję, że w końcu podejdzie do sprawy na poważnie i coś w tym roku z tym zrobi. I oczywiście pewne jest, że moi ludzie z Chonabibe zniszczą ten rok! Nie chcę tu wymieniać wszystkich, ale ta scena w końcu żyje. Są raperzy, producenci, jest dużo dobrych koncertów. Ja czekam na to co będzie dalej i w jaką stronę to pójdzie. – mówi.

YouTube Preview Image

Moim gościom bardzo dziękuję za rozmowę. Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko życzyć im wielu sukcesów i powodzenia w drodze na sam szczyt. Potencjał to WY.